„Kiedy człowiek przestaje wierzyć w Boga, może uwierzyć we wszystko” – G. K. Chesterton
W przytoczonym wyżej zdaniu autorstwa katolickiego publicysty znajduje się ziarnko prawdy, a jego potwierdzeniem jest istnienie zbioru poglądów składających się na tak zwany “jasnogród”. Poglądy te w mniemaniu samych jasnogrodzian dają im poczucie własnej wyższości nad wszystkim tym, co kryje się dla nich pod terminem zabobonnego i zacofanego “ciemnogrodu” (konkretnie chodzi o konserwatyzm, tradycję, religię, patriotyzm). “Ciemnogród” to najgorsze plugastwo, którego powinniśmy się wszyscy – jakże by inaczej – bardzo, ale to bardzo wstydzić; którego powinniśmy się wypierać przy każdej nadarzającej się okazji przy jednoczesnym podkreślaniu naszej europejskości, światłości i “postempu”. “Jasnogród” zaś to w mniemaniu jasnogrodzianina wszystko to, co mądre, dobre, współgrające z nauką i wspierane przez nią. Aby dowiedzieć się o jakie rzeczy chodzi konkretnie, wystarczy przyjrzeć się bliżej świeckiemu humanizmowi, który jest kwintesencją jasnogrodztwa.
Świecki humanizm to światopogląd przyjmowany przez ludzi, którzy są na tyle sceptyczni, by odrzucić religię i wiarę w Boga, ale na tyle słabi, że muszą mieć substytut religii. W konsekwencji jasnogrodzianie stare przesądy zastępują nowymi. Na przykład wiarę w Boga zastępują wiarą w to, iż człowiek jest wartością najwyższą. Ich “racjonalne” ostrze sceptycyzmu skierowane przeciwko idei Boga jest nie wiadomo czemu nieskuteczne wobec idei człowieka jako wartości najważniejszej. Cóż wyjątkowego jest w człowieku, że aż należy czynić z niego nowe bożyszcze? Owszem, jesteśmy bardziej inteligentnymi zwierzętami niż zwykłe małpy czy pawiany czerwonodupe, ale żeby aż dorabiać do tego prostego faktu całą ideologię? Ideologię, w którą przecież ostrze sceptycyzmu wchodzi jak w rozgrzane masło. Jasnogrodzka postawa wygląda niezmiernie dziwnie, gdy jest się świadomym tego, iż wiara w człowieka będącego najważniejszym elementem hierarchii wartości jest równie racjonalna i uzasadniona, co wiara w istnienie niewidzialnych różowych jednorożców. Szkoda, że nie zdają sobie z tego sprawy nasi dyżurni “racjonaliści” kraju skupieni np. wokół Ośrodka Racjonalistyczno-Sceptycznego im. de Voltaire’a. Gdyby byli tego świadomi, to nazwaliby swoją organizację Ośrodkiem Bezmyśli Irracjonalno-Fideistycznej im. Wiejskiego Głupka. Dodatkowo na ironię zakrawa fakt, iż humaniści uważający teizm za zabobon nie dostrzegają własnego komizmu, gdy wpadają w ferwor intelektualnego masturbowania się człowiekiem odmienianym przez wszelkie przypadki. Każdy, kto ma choć trochę oleju w głowie dostrzeże, że kult człowieka to nie racjonalizm i sceptycyzm, tylko megalomania, narcyzm i brak zdrowego rozsądku. To pozostałość po religijnym sposobie myślenia, iż jesteśmy najważniejsi, bo Bóg tak postanowił, bo Bóg stworzył specjalnie dla nas świat, a w nim planetę – ziemię, którą mamy czynić sobie poddaną. “Sceptyczni racjonaliści” usunęli Boga, ale zapomnieli o przesądzie antropocentryzmu aksjologicznego.
Na jasnogrodzki światopogląd składa się również niczym nieuzasadnione przekonanie co do własnej bezdogmatyczności. Świeccy humaniści o swoim humanizmie twierdzą, iż jest to:
[...] system myśli i działania opierający się na rozumie, wspomaganym przez naukę, sztukę i etykę, w którym wartości ludzkie – zarówno indywidualne jak i społeczne, wyznaczają kierunek działania. Humaniści to ludzie czujący odpowiedzialność za kształt naszej cywilizacji i życie naszego gatunku, wolni od jakiejkolwiek wiary w ponadnaturalne światy i istoty ingerujące w ziemskie sprawy. Humanizm jest przeciwny dogmatyzmowi, dyktaturze, fundamentalizmowi w znaczeniu religijnym, politycznym i ideologicznym.[1]
Nie wiem, może jestem intelektualnie ułomny, ale odnoszę delikatne wrażenie, iż humanizm jest światopoglądem, a światopogląd z definicji opiera się na zbiorze różnorakich “dogmatów”, których nauka w żaden sposób nie wspomaga. Gdyby świecki humanizm na dogmatach się nie opierał, to nie byłby jedną z wielu możliwych ideologii, tylko systemem udowodnionym naukowo, którego twierdzenia należałoby przyjąć bez żadnego szemrania – nie kwestionowałoby się go tak samo jak się nie kwestionuje prawa powszechnego ciążenia. Ale może coś źle po prostu zrozumiałem. Może chodzi o to, że dzięki nauce mamy internet, gazety, radio, telewizję – media, które umożliwiają szerzenie propagandy. W takim sensie nauka rzeczywiście może wspomagać Świadków Humanizmu. Tak samo, jak wspomaga Świadków Jehowy, scjentologów czy też zwolenników astrologii i feng shui. I bynajmniej nie przesadzam z porównaniami, ponieważ we wróżeniu przyszłości z gwiazd jest tyle samo racjonalizmu, co w wynoszeniu człowieka na piedestał.
Jak widać, jasnogrodzcy Świadkowie Humanizmu wydalili ze swoich umysłów kilka różnorakich potworków intelektualnych, ale jednym z bardziej drażniących i zasługujących na uwagę jest pomysł na zastąpienie uroczystości religijnych ceremoniami humanistycznymi (chrzest ma być zastąpiony ceremonią dedykacji/ceremonią nadania imienia; oprócz tego jest jeszcze humanistyczny ślub i humanistyczny pogrzeb). Oczywiście z perspektywy szerzenia świeckiego humanizmu ów pomysł wcale nie jest głupi. Jest bardzo sprytny i przemyślany. Jak się chce przeciętnych ludzi zlaicyzować i “ujasnogrodzić”, to trzeba w następstwie nowo zagubionym owieczkom zapewnić coś, co zastąpi pustkę po religii. Ale z perspektywy racjonalizmu… jest to zaczątek świeckiej religii (na którą składa się świecki humanizm i obyczaje z nim powiązane). Na stronie promującej ceremonie humanistyczne znajduje się tekst, którego celem była obrona przed innym, ale powiązanym z moim, zarzutem:
Czasami próbuje się ośmieszać te ceremonie zarzucając im, że są próbą tworzenia „nowej świeckiej tradycji”. Biorąc pod uwagę szerszy międzynarodowy kontekst tego zjawiska zauważamy, iż jest to tradycja całkiem mocno zakorzeniona w naszej globalnej wiosce. Szkockie Towarzystwo Humanistyczne, z pomocą którego zorganizowaliśmy pierwszą ceremonię humanistyczną w Polsce, przez wiele lat praktykowało śluby humanistyczne, które w roku 2005 zostały zalegalizowane przez państwo. Od tego czasu cieszą się rosnącym powodzeniem. Ceremonie humanistyczne jeszcze bardziej zakorzenione są w Norwegii, państwie do niedawna wyznaniowym. Parę miesięcy przed Szkotami zalegalizowano tam śluby humanistyczne. W tym paromilionowym kraju ponad 200 tys. osób każdego roku przechodzi ceremonie humanistyczne.[2]
Domyślam się, że autor chciał wykazać, iż humanistom nie powinno się zarzucać sztucznego tworzenia nowych obyczajów, ale argumenty, które miały poprzeć jego tezę świadczą raczej przeciwko niej. Po pierwsze – cóż z tego, że do ceremonii humanistycznych dochodzi na całym świecie? Nie świadczy to ani o ich nowości ani o starości. Po drugie – ponoć w Szkocji są one organizowane od wielu lat. Autor zapomniał dodać od ilu konkretnie, ale na szczęście znalazłem stosowną informację:
Thanks to two pioneers, by the early 1980’s demand for secular ceremonies started to grow and a few more humanists got involved.[3]
Całe bite trzydzieści lat. Można by rzec, że eony… Jestem sceptyczny co do tego czy 30-ści lat zwyczaju praktykowanego przez wąską grupkę humanistów można uznać za wystarczające potwierdzenie tego, iż mamy do czynienia z tradycją o wcale nie nowych podstawach. Tradycja to chyba jednak coś innego… to np. topienie Marzanny – obrzęd, który jest z nami od wieków pomimo długowiecznych chrześcijańskich prób wyrugowania go ze zbioru obyczajów naszej słowiańskiej kultury. To jest właśnie całkiem mocno zakorzeniona tradycja, a nie jakiś bijący sztucznością wymysł rozbrykanych pseudosceptyków. Po trzecie – rosnące powodzenie ceremonii humanistycznych. Nie wiem czemu wedle autora tekstu broniącego ceremonii ma to jakiś związek z tym czy są one tradycyjnymi obyczajami czy nowymi. Chrześcijaństwo przecież na początku swojego istnienia też cieszyło się rosnącym powodzeniem, ale to wcale nie znaczy, iż było czymś od dawna ugruntowanym w kulturach, które zostały dopiero z czasem przez ten światopogląd zdominowane. Po czwarte – ceremonie humanistyczne mają coraz silniejszą pozycję w “niegdyś wyznaniowej” Norwegii. Cóż… to świadczy co najwyżej o tym, iż norwescy świeccy humaniści skutecznie wprowadzają w swoim kraju nowe obyczaje i nowe poglądy. Można też wyciągnąć z tego wniosek, iż “niegdyś wyznaniowa” Norwegia pozostanie “nadal wyznaniową” Norwegią… zmieni się tylko powszechnie wyznawany światopogląd.
Podsumowując – jasnogród i racjonalizm nie idą ze sobą w parze. Świecki humanizm i sceptycyzm to antonimy i co by nie mówić o ciemnogrodzie – jasnogród wcale nie jest lepszy. Ciemnogrodzianie przynajmniej są świadomi tego, iż swoje poglądy przyjmują na wiarę… nie są na tyle bezczelni i zadufani w sobie, by otaczać swoje wierzenia nimbem naukowości, racjonalizmu i sceptycyzmu.
Przypisy:
[1] http://www.ceremoniehumanistyczne.pl/humanizm.html
[2] http://www.ceremoniehumanistyczne.pl/oceremoniach.html
[3] http://www.humanism-scotland.org.uk/about-us/hss-history.html
Tekst ukazał się na portalu wolnyateista.pl