Jakiś czas temu w dodatku do Gazety Wyborczej – Dużym Formacie – ukazał się artykuł traktujący o jedzeniu psiego smalcu. Zabobonni idioci wierzący w lecznicze działanie psiego smalcu stworzyli popyt na towar, który jest wytwarzany gdzieś po wsiach z psów trzymanych w okrutnych warunkach – to dla tych, którym nie chce się czytać artykułu autorstwa pani Grażyny Zawady. Dla chcących – proszę – oto i artykuł: Sześć psów w słoiku
Nie miałbym do niego żadnego “ale”… ale znajduje się w nim jedna nieścisłość, która całkiem mocno razi, a ponadto sugeruje rzeczy niesłychane. Chodzi mianowicie o niniejszą część tekstu:
33 procent mówi: “tak”
Na forum portalu Ateista.pl na pytanie “Zjadłbyś/zjadłabyś smalec lub jakąś inną potrawę z psa?” 33 procent respondentów odpowiedziało “tak”. Skąd wzięła się wiara w lecznicze właściwości psiego smalcu?
Jak widać, po informacji o ankiecie dla ateistów następuje zdanie dotyczące jedzenia smalcu ze względu na wiarę w jego lecznicze właściwości. Taki zabieg sugeruje, że 33% forumowiczów biorących udział w ankiecie wierzy w uzdrawiającą moc tłuszczu z “psininy”. Jako autor tematu i ankiety znajdujących się na wyżej wspomnianym portalu, chciałbym dokonać sprostowania. Ów temat w żaden sposób nie odnosił się do konsumpcji psiego smalcu ze względu na wiarę w jego lecznicze właściwości. Już z samego pytania ankiety wynika, iż chodzi o gusta kulinarne. Chodzi również o kwestie kulturowe (o to czy, a jeśli tak, to jak bardzo ograniczają nas schematy kulturowe), o których była mowa w wypowiedziach znajdujących się w temacie na ateiście.pl. Kto chciałby się choć trochę wysilić, ten znalazłby stosowne informacje, bo są podane jak na tacy.*
Podsumowując – jeśli już jakiś niewierzący (biorący udział w owej ankiecie) chciałby zjeść smalec z psa, to zrobiłby to nie ze względu na jakąś z dupy wziętą wiarę w lecznicze właściwości tego specyfiku… zjadłby go co najwyżej dlatego, że miałby takie a nie inne upodobania kulinarne sprzeczne z “poprawnymi” upodobaniami sugerowanymi przez naszą kulturę.
Pani Zawada natomiast dokonała nieładnej, oj jakże nieładnej manipulacji, co świadczy oczywiście o jej wysokim profesjonalizmie dziennikarskim. Nie wiem kto dokładnie odpowiada za dopuszczenie tego dezinformującego artykułu do publikacji, ale musi to być zapewne niezmiernie tęga głowa, z której inteligencja emanuje tak mocno, że aż udziela się osobom postronnym (w tym niechybnie również pani Grażynie Zawadzie). Na koniec chciałbym szczerze (przysięgam na Boga) przeprosić za ton niniejszego tekstu, ale targany silnymi emocjami nie byłem w stanie okiełznać mych palców, które pod wpływem impulsu chwili spisały to, co sobie w pierwszej kolejności o twórczości pani Zawady pomyślałem.
* Dla zainteresowanych – dyskusja w temacie znajdującym się na forum ateista.pl toczyła się dodatkowo wokół zagadnienia, które można by streścić w następujący sposób: istnieją zwierzęta co najmniej równie wrażliwe i inteligentne co psy, a które mimo to są przez nas traktowane zupełnie inaczej niż “najlepszy przyjaciel człowieka”. Bez żadnych wyrzutów sumienia potrafimy zjeść schabowego ze świni, a oburzamy się, gdy słyszymy o biednych pieskach, które jacyś “barbarzyńcy” przerabiają na smalec. Współczucia nie wzbudzają brzydkie świnie; wzbudzają je słodziutkie pieski. Nie ma w tym za krzty logiki i konsekwencji… są za to czynniki estetyczne i kulturowe. Rozważanym problemem było to, czy należy się trzymać kultury czy może raczej żelaznej konsekwencji w naszym podejściu do zwierząt podobnych świniom.